akcja Konin
Miasto dla Obywateli - Obywatele dla Miasta


Taniec wokół Zawiadowcy

2015/07/05


Dąb Zawiadowca rośnie w Koninie od ok. 250 lat, a w każdym razie od blisko dwustu. Nazwę taką już w roku 2012 nadali drzewu konińscy cykliści, którzy wówczas opracowali Dębowy Szlak Rowerowy Ziemi Konińskiej, obejmujący kilkadziesiąt starych dębów. Zawiadowca, to piękne, rozłożyste i stare drzewo, które wiele w swoim życiu widziało i oby jeszcze miało okazję równie wiele zobaczyć. Odpowiednio zadbane i z uporządkowanym, zadbanym terenem wokół, mogłoby spokojnie uchodzić za wizytówkę miasta, tym bardziej, że przecież rośnie zaraz przy dworcu, niemal na peronie pierwszym. Wielu mieszkańców Konina pielęgnuje w swej pamięci wspomnienia z wczesnego dzieciństwa, młodości, wieku dojrzałego, które nierozerwalnie związane są z tym drzewem. Pokolenie moich rodziców uciekało do dawnego parku kolejowego na wagary, wspinało się na gałęzie Zawiadowcy i popalało pod nim i w jego konarach pierwsze papierosy. Są i tacy, którzy pamiętają, że w zapuszczonym dzisiaj okrutnie basenie strażackim żyły ryby, kładli się wtedy na grubych konarach wyciągniętych, jak ramiona tuż nad basenem i długo obserwowali wodne życie. W Koninie żyją i tacy, którzy pamiętają piękny park kolejowy z czasów świetności, sprzed budowy basenu, kiedy Zawiadowca był punktem centralnym parku, a sam teren był zagospodarowany, z ławeczkami, żwirowymi alejkami, a były to czasy jeszcze przed II wojną światową, kiedy Zawiadowca był już potężnym drzewem. Jednak znajdują się w mieście śmiałkowie, którzy twierdzą, że to niemożliwe, że tego drzewa nie było przed II wojną światową, że może mieć ono 40-50 lat. O święta naiwności!

 

Tyle tytułem przypomnienia i wstępu do tego, o czym dalej będzie mowa. Otóż, zdarzyło się niefortunnie tak, że genialny planista, względnie architekt, umieścił na budowanym przy dworcu parkingu miejsca parkingowe dla niepełnosprawnych tuż pod dwoma dużymi konarami Zawiadowcy. Jakiekolwiek miejsca parkingowe pod tak dużym i starym drzewem, to ogólnie szczyt głupoty, ale niech tak będzie. Naturalną koleją rzeczy jest, że jedne gałęzie umierają, łamią się, odpadają, inne zaś rosną.Rzekomo zdarzyło się, iż jedna z gałęzi odpadła i uszkodziła, któreś z parkujących pod drzewem aut. Nikt o tym  nie słyszał, nikt tego nie widział, dość, że drzewu, które wszak nie upuszcza gałęzi złośliwie, a szkoda – bo to nie człowiek w końcu – obcięto dwa zdrowe solidne konary, które miały, jakoby zagrażać parkującym autom. Ludzie, którym nie było to obojętne zaczęli szemrać i pytać, dlaczego?, jakim prawem?, po co? Wówczas to, jak widnieje na dokumencie złożonym do Urzędu Miasta w dniu 19.03.2014 roku, panowie Grzegorz Waleriańczyk i Paweł Piechocki (szef miejskich struktur SLD) zwrócili się na stosownym druku o uznanie rzeczonego dębu pomnikiem przyrody, proponując imię, o sancta simplicitas, Bolesław Śmiały. Przewrotnie zapytam, dlaczego nie użyto przydomka Szczodry, czyżby Śmiały, mówiący o zabójstwie biskupa, bardziej pasowało do ideologii? Ale to rzecz akurat mało istotna, bo sam czyn szlachetny był i szczytny. Wniosek składał się z kartki papieru, dwustronnie drukowanej, na którym uzupełniono odpowiednie rubryki stawiając widocznie na minimalizm.

 

 

Złożono i w sumie, jak dzisiaj można stwierdzić, nie zrobiono z tym wnioskiem nic. Nagle, pismem z dnia 1 sierpnia, złożonym 14 sierpnia 2014 roku do UM, wnioskodawcy, jak widnieje w nagłówku, zwracają się z prośbą do Prezydenta Miasta o wstrzymanie procedury (jakiej? pytam, bo nic od marca 2014 r. nie zrobiono) z wyższych przyczyn społecznych, nie precyzując o jakie to wyższe przyczyny chodzi. A szkoda, bo chętnie dowiedziałbym się też, jakie są te niższe. Oddając sprawiedliwość, wspomnieć należy, iż w ostatnim zdaniu wniosku, wnoszą o dalsza ochronę drzewa przed wycinką. Pod wnioskiem podpisuje się wyłącznie pan Paweł Piechocki. Prezydent, rzecz jasna, reaguje i łaskawie przychyla się do prośby. Sprawa cichnie i o dębie szypułkowym w Magistracie zapominają.

 

Paląca kwestia budowy nowego dworca kolejowego, czy też centrum komunikacyjnego, bo przecież autobusowego dworca też Konin już nie posiada, sprawia, że w mieście zaczyna mówić się o możliwości rozpoczęcia takowej inwestycji, prezentowane są nawet wstępne wizualizacje – a jakże, tradycyjnie już dworzec w połączeniu z kolejnym pasażem handlowym – a przewodniczący rady miejskiej cieszy się, że w mieście powstaną nowe miejsca parkingowe i gromi niepewnych swego losu lokalnych przedsiębiorców za krótkowzroczność i dbanie wyłącznie o swoje interesy. W tym to czasie, podnoszą dumnie swe głowy ludzie, których nie tylko beton i kostka brukowa cieszy, ale lubią popatrzeć na stare drzewa i napawać się ich majestatycznym pięknem. W końcu są to organizmy, które wielu przewodniczących i prezydentów przeżyły i z pewnością przeżyją. Ludzie ci, zgłaszają się w kwietniu 2015 roku do Stowarzyszenia AKCJA KONIN z prośbą o pomoc w ochronie drzewa, które przez przypadek – bo nikt nie sądzi, że mogłoby to stać się na skutek umyślnych działań – może ucierpieć w trakcie realizacji planowanej inwestycji. Jako, że mnie do wszelkich organizmów żywych i całej przyrody było od dziecka bliżej niż do betonu i pustaków, podjąłem się utworzenia grupy inicjatywnej pod patronatem AKCJI KONIN i zorganizowania czynnej ochrony Zawiadowcy. Zrobiłem to ja, Damian Kruczkowski, i moim nazwiskiem można sobie gęby wycierać, jeśli czyjaś taka wola, oby merytorycznie. 7 kwietnia 2015 roku rozpoczęliśmy nagłaśnianie sprawy i informowanie o samym drzewie, bo jak okazało się, w Koninie żyją i tacy, którzy o tym drzewie nie słyszeli. 12 kwietnia rozpoczęliśmy zbieranie podpisów, które dołączyliśmy do nowego wniosku o ustanowienie dębu Zawiadowca pomnikiem przyrody. 20 kwietnia Paweł Piechocki znów postanowił zostać obrońcą Zawiadowcy, a Magistrat ochoczo uznał jego plany:

Do dnia 7 maja 2015 roku zebraliśmy łącznie 1817 podpisów. 12 maja ja i Waldemar Duczmal złożyliśmy w biurze podawczym konińskiego Magistratu, wniosek  w formie inicjatywy uchwałodawczej, który łącznie z listami z podpisami liczył sobie 145 stron. Do skrupulatnie wypełnionego standardowego formularza dołączyliśmy szereg dokumentów; wypis z rejestru gruntów, wyrys mapki terenu, na którym rośnie Zawiadowca, opinię eksperta, członkini Polskiego Towarzystwa Dendrologicznego, pani Małgorzaty Werhun-Popiołek, fotografie satelitarne z naniesioną siatką działek, fotografie wykonane dronem, jak również poglądową wizualizację terenu z dębem wkomponowanym w inwestycyjne plany – bo przecież nikt nie chce niczego blokować  i od samego początku mówiliśmy o tym głośno i wyraźnie, stąd też, tym bardziej bolesne i niesprawiedliwe są zarzuty, niemalże oszczerstwa, które insynuują, jakoby cała ta akcja była populistycznym działaniem mającym na celu… właśnie, za bardzo nie rozumiem tej oszczerczej logiki, więc nawet nie wiem, co miałaby na celu poza ochroną tego drzewa taka akcja. Ale może głodnemu chleb na myśli?

 

 

Pismem z dnia 19 maja 2015 roku, Wydział Ochrony Środowiska, poinformował mnie, Damiana Kruczkowskiego, iż toczy się już postępowanie mające na celu ustanowienie Zawiadowcy – szczęśliwie Wydział nazywa drzewo Zawiadowcą, a nie biskupobójcą – pomnikiem przyrody oraz o fakcie planowanej specjalistycznej ekspertyzy dendrologicznej. Konkluzja jest taka, że nasz wniosek – 145 stron, 1817 podpisów mieszkańców miasta, kompletna i wyczerpująca dokumentacja ze skrupulatnym opisem drzewa, jego stanu i otoczenia – poszedł do szuflady, a Magistrat pochyli się nad jedną kartką papieru. Zadziwiony tym faktem, bo przecież przez blisko 1,5 roku nic się nie działo, a teraz okazuje się, że jednak procedura trwa, zwróciłem się do Wydziału Ochrony Środowiska z prośbą o udostępnienie mi wniosku, na podstawie którego toczy się już rzekome postępowanie oraz całej korespondencji z wnioskodawcami. 12 czerwca 2015 roku otrzymałem odpowiedź i jakież było moje zaskoczenie, kiedy zobaczyłem i przeczytałem zawartość odpowiedzi. Okazało się bowiem, iż 21 kwietnia br. – 7 kwietnia rozpocząłem akcję, 12 kwietnia zaczęliśmy zbierać podpisy – do konińskiego Magistratu wpłynęło pismo, na którym w nagłówku widnieją obaj poprzedni wnioskodawcy, jednak podpisuje się ponownie tylko jeden z nich wyraźnie zaznaczając ‘za wnioskodawców’, z prośbą o wznowienie postępowania o uznanie pomnikiem przyrody dębu Zawiadowca, a Magistrat, oczywiście do prośby tej łaskawie ponownie przychylił się.

 

Jeśli działania Stowarzyszenia AKCJA KONIN, to populistyczne zagrywki, jak zatem nazwać takie nagłe ustanie wyższych przyczyn społecznych? To zwyczajnie, tak po ludzku, boli osobiście mnie. Tak po krótce przedstawia się historia ustanowienia dębu Zawiadowca, pomnikiem przyrody. Myślę, że wszyscy wnioskodawcy są winni jej przedstawienie szerszej opinii publicznej, a przede wszystkim tym, którzy w te działania byli zaangażowani, a obecnie dopytują – co dalej z dębem? Jedni wypowiedzieli się już na łamach Przeglądu Konińskiego, zatem, jako drugi, czynię to ja. No cóż… czekamy na wyniki specjalistycznej ekspertyzy dendrologicznej i dalsze działania Magistratu w przedmiotowej sprawie.

 Damian Kruczkowski

Comments

comments

2015 :: Stowarzyszenie Akcja Konin - Miasto dla Obywateli - Obywatele dla Miasta

Modernizacja strony www finansowana przez Fundację im. Stefana Batorego w ramach programu Obywatele dla Demokracji, finansowanego z Funduszy EOG